piątek, 6 maja 2016

Chińczyk

Ostatnio to się męczę jak... Piekarski na mękach;-)
Wymyślam, kombinuję, coś tam robię, zmywam, robię, znowu zmywam...Aż wreszcie zmęczenie materiału jest tak wielkie, szkła czy moich rąk, że sruuuuuuu i w zlewie mamy kawałki szkła zamiast wazonu, wymsknął się i roztrzaskał!
Może i w głowie mam jakieś tam, może nawet nie jakieś tam, a fajne pomysły tylko brakuje mi coś ostatnio, kompatybilności głowy z rączkami:-( Może za dużo myślę? Może należy przestać kombinować a zabrać się za robotę? Nie wiem...ale widać światełko w tunelu.
Jadę na zlot!
Sukcesem już jest, że dałam się namówić i wyciągnąć z domu.
No może póki co wirtualnie, ale dałam się, skoro zaliczka wpłacona to już , prawie, właściwie, jakbym była jedną nogą na imprezie.
Dziewczyny umyśliły, że będą robić jedną z prac wg mojego pomysłu, z jednej strony miłe to jest, a z drugiej nie wiedzą w co się pakują;-)))
Dlaczego? A dlatego, że mnie samej trudno jest po jakimś czasie powtórzyć coś co robiłam ze dwa, a może już trzy, lata temu. A jeszcze powtórzyć cały proces dla innych, nic to zabiorę wazon w torbę i będziemy rozkładać go na czynniki pierwsze, czyli szykuje się wielka improwizacja:-)
Tak się składa, że ja lubię takie procesy, wszystko właściwie dzieje się na bieżąco, głowa musi dogadać się z rączkami tu i teraz, bo potem to już będzie pozamiatane, potem to będzie inny projekt, inny pomysł na to samo, ale nie to samo.
Strzaskałam wazon eksperymentalny, chciałam coś ciekawego, innego, nowego, zmajstrować na ten zlot właśnie, chciałam dopasować stare do nowego, gabaryty do materiałów, nooo po prostu chciałam poćwiczyć, bo dawno nie robiłam nic takiego i...i dobre chęci szlag trafił!
Wazon w kuble na śmieci, miałam dobre chęci.
Ale, podobno dobrymi chęciami piekło jest  wybrukowane!@#$%^&*()_
W każdym bądż razie uparta jestem baba i jak się zawezmę to muszę choćby doczołgać się do celu, ale tam dotrę!
Nie wiem czy to ten sam cel, bo koncepcja zdążyła się zmienić, ale na końcu tego celu stoi słój:-)
Jest to moja wersja sgraffito, które ostatnio pokazywała i nauczała Ania Korszewska.
Ja swoją drapankę zrobiłam na słoiku, na szkle.
Farba, szlagmetal, coś do wydrapywania, farby do szkła, trochę konturówki, postarzenie i mamy to co mamy, ja się cieszę, że wreszcie coś mamy!
Nazwałam go chińczykiem, bo mi się ze względu na dekielek tak skojarzył.
Proszę państwa oto CHIŃCZYK!


















3 komentarze:

  1. Ciekawie objawia się ta Twoja upartość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy twór, fajnie się prezentuje i podziwiam za ogrom kolorow uzytych

    OdpowiedzUsuń
  3. Super Chińczyk, bardzo mi się podoba,
    i wazon po zniczu też cudny ;)

    OdpowiedzUsuń